Miałam prawdziwe szczęście. Od dziecka byłam krótkowidzem. Bez zastanowienia wędrowałam do pierwszej ławki, żeby dojrzeć tablicę.
Jeszcze jako nastolatka zauważyłam jednak, że pierwszy rząd daje nieskończenie wiele możliwości. Będąc studentką świadomie siadałam blisko wykładowcy, a na etapie kariery zawodowej już doskonale wiedziałam, że to gdzie siedzę, ma wpływ na to, jak jestem postrzegana przez innych.
Z czasem zmieniłam okulary na szkła kontaktowe, w końcu skorygowałam moje osiem dioptrii, ale pierwszy rząd wszedł mi w krew. W aulach wykładowych, salkach konferencyjnych, na wywiadówkach, zebraniach wspólnoty mieszkaniowej, wszelkiej maści zgromadzeniach. Siadam w pierwszym rzędzie.
Żeby lepiej widzieć. Żeby lepiej słyszeć. Żeby zjeść prelegenta 🙂
No ale zacznijmy od początku.
W ciągu 20letniej kariery zawodowej wielokrotnie byłam organizatorem różnych spotkań. Niezależnie od celu spotkania i wieku uczestników odnosiłam nieodparte wrażenie, że kobiety unikają pierwszego rzędu. Najchętniej siadają na samym końcu, z brzegu, jakby nie były ich pełnoprawnymi uczestnikami. W przypadku spotkań biznesowych dobrze znałam te dziewczyny. Mądre, kompetentne babki. Nie dziwiło mnie zatem, gdy nieraz w kłopotliwej ciszy, właśnie gdzieś z głębi sali dało się słyszeć sugestię rozwiązania problemu, szybko podchwytywaną przez pierwsze rzędy jako własną.
Jaki mit z dzieciństwa czy trauma studencka trzyma kobiety w ostatnich rzędach?
Kujon? Lizus? Może w latach osiemdziesiątych, gdy szarobura codzienność szkolna kojarzyła się z recytowaniem lewostronnych dopływów Nilu i notowaniem w zeszycie, co poeta miał na myśli, widmo bycia kojarzonym z kimś, kto uczy się bezrefleksyjnie na pamięć, nie przydawało chluby. Nauczyciel oczarowany tymi, którzy cytowali toczka w toczkę jego słowa, nie doceniał inteligencji tych, którzy się od niego różnili. Ci zatem woleli siedzieć z tyłu.
Te czasy minęły. Pomimo zastrzeżeń do kształtu dzisiejszej szkoły publicznej, masa uczniowska zanikła na rzecz sumy jednostek oczekujących indywidualnego traktowania. Oczytane, bystre dzieciaki, odważne i sprawne technologicznie, nie pozwolą zepchnąć się do oślich ławek, ze względu na to, co mają do powiedzenia. A mają dużo i głośno. Jednym kliknięciem weryfikują tezy nauczycielskie. Mają własne zdanie, nie boją się polemizować z nauczycielem. Jeżeli zasługują na dobre oceny, będą je mieli. Bo współcześni uczniowie znają swoje sprawa i dobrze wiedzą gdzie i komu należy się poskarżyć, gdy są naruszane. Bycie lizusem nie jest do niczego potrzebne. Takie jest nowe pokolenie. I my rodzice pielęgnujemy to w dzieciach. Już nie przepraszamy na wywiadówkach. Stajemy w obronie impulsywnego krzykacza, który nie doczekał się z podniesioną ręką na swoją kolej. Tylko dlaczego same zostałyśmy w tych przysłowiowych „ostatnich ławkach?”…
Jeżeli jesteś uczestnikiem spotkania, to niechybnie oznacza, że sprawa w jakiś sposób Cię dotyczy. A więc przyjdź, obserwuj, zainteresuj się. Daj się zapamiętać mówiącemu. Zadawaj pytania, kwestionuj tezy. W pierwszym rzędzie nie musisz zabiegać o bycie dostrzeżoną, gdy chcesz coś powiedzieć. No chyba że jesteś z tych, co cenią sobie moment „I wtedy wstaję ja, cała na biało” 🙂
Nie sposób robić kariery z tylnego siedzenia, ubiegać się o kierownicze stanowiska w organizacji, w której niewielu Cię kojarzy. Ciężko zaistnieć w korporacji z dnia na dzień. To raczej systemowy proces bycia na radarze tych, którzy gdy ważą się losy powierzenia nowego projektu, przypomną sobie o Tobie. Poza tym każdy potrzebuje oswoić się z zabieraniem głosu, wyrażaniem krytyki, zadawaniem niewygodnych pytań. Pierwszy rząd daje nam to wszystko w bonusie, na długo wcześniej zanim same staniemy na scenie.
Nie, nie musisz chcieć być dyrektorem. Absolutnie nie namawiam też do zebraniowego pieniactwa. Trzeba wszak umieć słuchać, jeżeli sami chcemy mówić. Miło jest przecież prelegentowi, gdy ktoś zadaje ciekawe pytanie, interesuje się, docieka. Warto wreszcie pomyśleć o pierwszym rzędzie jako o możliwości udzielenia wsparcia osobie prowadzącej. Jedna życzliwa twarz potrafi przełamać lody, a poratowanie w kłopotliwej sytuacji gwarantuje dozgonną wdzięczność.
Ale jeżeli to jeden z tych dni, gdy po prostu nie masz siły na aktywne uczestnictwo, nie występuj przeciwko sobie. Wtedy przynajmniej „bądź uważnie”, „słuchaj aktywnie”. Niech będzie jasne, że nie jest Ci wszystko jedno.
Dziewczyny, z tyłu naprawdę nie jest dla nas lepiej. Bo pierwszy rząd to stan umysłu. Tak krok po kroku kobiety wzrastają w siłę. A silne kobiety zmieniają świat.
Zajmuj miejsce w pierwszym rzędzie.
Żeby Cię widzieli.
Żeby Cię słyszeli.
Żeby liczyli się z Twoim zdaniem.