Lubię myśleć, że życie to ciąg decyzji. Małych, większych, impulsywnych, sentymentalnych, życiowych.
Wraz z porannym dzwonkiem budzika niemrawo rusza lokomotywa dnia: kawa czy herbata, sukienka czy spodnie, samochód czy autobus, muzyka czy podcast, schody czy winda, rozmowa czy milczenie i tak to to, tak to to , tak to to, gładko tak, lekko tak toczy się w dal. Otwarcie jednych drzwi odblokowuje następne, a potem kolejne i kolejne.
Wiedzeni doświadczeniem, ciekawością, nadzieją niestrudzenie wędrujemy w labiryncie codzienności, jak Alicja w Krainie Czarów.
Lubię teorię decyzji, bo wierzę w moc sprawczą swoich działań. Dobrze się żyje ze świadomością, że mam realny wpływ na swoje życie. Ponoszę konsekwencje złych decyzji, ale dalej mam wybór. Czasem trzeba wybrać pomiędzy złym i kiepskim. Beznadziejnym i wątpliwym. Czasem wszystkie opcje są dobre i nie wiadomo, na co się zdecydować.
Jedno wiem na pewno. Nie wierzę w przeznaczenie. Wierzę w decyzję. Wierzę w przypadek. Bo czasem mój wybór to przypadek, ale to dalej moja decyzja.
Jeżeli kiedykolwiek poczujesz, że tkwisz w prywatnej lub zawodowej sytuacji bez wyjścia, że robisz coś, czego nie chcesz robić, ale sprawy zabrnęły za daleko, że popełniłaś błąd, którego nie da się odwrócić, pamiętaj jedno – MASZ WYBÓR.
Może zdecydujesz, że chcesz zostać tam, gdzie jesteś. Może jednak wybierzesz, że chcesz coś zmienić. Nie myśl o odległym celu, który wydaje się nieosiągalny, nie martw się, że nie wiesz jeszcze, jak dojść tam, gdzie chcesz. Skoncentruj się na najbliższej, najmniejszej decyzji.
Dzień się jeszcze nie skończył.
Masz wybór.
Zawsze.